Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś na spacerze, Twój pies beztrosko węszy w trawie, gdy nagle zza drzewa wybiega wiewiórka lub – co gorsza – na horyzoncie pojawia się rozpędzony samochód. Wołasz psa, ale on… jakby nagle stracił słuch. W jego głowie trwa właśnie walka między Twoim „Chodź tutaj!” a instynktem łowieckim. Niestety, w 99% przypadków wygrywa wiewiórka.
Pamiętam swój pierwszy raz, kiedy mój mikrus postanowił sprawdzić, czy jest szybszy od zająca. Wołałam, prosiłam, a na koniec wrzeszczałam z przerażenia. Czułam się bezsilna. Wtedy zrozumiałam, że zwykłe „do mnie” to za mało. Każdy właściciel małego psa potrzebuje „przycisku bezpieczeństwa” – czegoś, co zadziała zawsze, wszędzie i bezdyskusyjnie. Tym przyciskiem jest przywołanie awaryjne.
Dziś nauczę Cię, jak zbudować taką żelazną komendę i jakich narzędzi użyć, by Twój pies zawracał w locie, nawet jeśli przed nosem ma największą atrakcję świata.
Czym właściwie jest przywołanie awaryjne?
Większość z nas popełnia ten sam błąd: nadużywamy zwykłego przywołania. Wołamy psa, żeby zapiąć go na smycz, żeby przestał szczekać, albo po prostu „tak o”. Dla psa nasze gadanie staje się szumem informacyjnym.
Przywołanie awaryjne (często nazywane „gwizdkiem śmierci” dla złych zachowań) to zupełnie inna kategoria. To komenda, której używasz tylko w sytuacjach krytycznych. Musi kojarzyć się psu z absolutnym, kulinarnym i emocjonalnym wybuchem radości. To nie jest prośba. To obietnica imprezy życia, która dzieje się tuż przy Twojej nodze.
Krok 1: Wybierz słowo-klucz lub sygnał
Zapomnij o imieniu psa czy popularnym „do mnie”. Wybierz słowo, którego nie używasz na co dzień. Może to być „BUM!”, „EXTRA!”, „RAKIETA!” albo dźwięk wysokotonowego gwizdka. Ważne, by sygnał był krótki, dźwięczny i zawsze brzmiał tak samo – niezależnie od tego, czy trzęsą Ci się ręce ze strachu, czy jesteś oazą spokoju.
Krok 2: Ładowanie komendy (Metoda „na milion dolarów”)
Przez pierwsze dwa tygodnie nie używaj tej komendy na dworze. Ćwicz „na sucho” w domu. Wypowiedz słowo i natychmiast daj psu coś, za co oddałby wszystko: kawałek gotowanego kurczaka, suszone płuco wołowe czy odrobinę pasztetu z tubki. Pies ma pomyśleć: „Ten dźwięk oznacza, że spadła na mnie gwiazdka z nieba”.
Niezbędnik „Mistrza Przywołania” – co Ci się przyda?
Aby przywołanie awaryjne było skuteczne, musisz mieć w ręku odpowiednie argumenty. Oto lista akcesoriów, które sprawią, że trening stanie się prostszy i bezpieczniejszy.
- Gwizdek wysokotonowy (np. ACME)
Głos ludzki jest zawodny – zmienia się pod wpływem emocji, strachu czy zmęczenia. Gwizdek zawsze brzmi identycznie. Jego dźwięk niesie się znacznie dalej niż Twój krzyk i przebija się przez szum wiatru czy odgłosy ulicy.
Dlaczego to must have? Gwizdek nie ma emocji. Nawet jeśli panikujesz, dźwięk gwizdka pozostaje dla psa jasnym, neutralnym sygnałem do natychmiastowego powrotu. Dla małych ras, które często oddalają się w wysoką trawę, to jedyny sposób, by zostać usłyszarne bez zdzierania gardła.
- Tubka na pastę (do napełnienia własnym specjałem)
Przywołanie awaryjne wymaga nagrody specjalnej. Nie suchych granulek z miski, ale czegoś „wow”. Tubki treningowe pozwalają na podawanie płynnych smakołyków (np. jogurtu naturalnego zblendowanego z łososiem).
Dlaczego to must have? Lizanie uspokaja psa, a intensywny smak i zapach z tubki są dla większości mikrusów atrakcyjniejsze niż jakikolwiek uciekający obiekt. To Twoja „tajna broń”, którą wyciągasz tylko przy tej jednej komendzie.
- Lekka linka Biothane (minimum 5-10 metrów)
Dopóki przywołanie nie jest opanowane w 100%, pies nie powinien biegać luzem w niebezpiecznym terenie. Linka Biothane jest idealna dla małych psów – nie nasiąka wodą i jest bardzo lekka.
Dlaczego to must have? Daje psu poczucie wolności, a Tobie gwarancję bezpieczeństwa. Jeśli pies nie zareaguje na sygnał, linka pozwala Ci delikatnie uniemożliwić mu dalszą ucieczkę bez konieczności gonienia go (co psy często biorą za świetną zabawę).
- Saszetka na smakołyki z szybkim dostępem
W przywołaniu awaryjnym liczy się czas. Musisz wydać nagrodę w ciągu 1-2 sekund od momentu, gdy pies do Ciebie dobiegnie. Szukanie nagrody po kieszeniach zabija efekt.
Dlaczego to must have? Profesjonalna saszetka pozwala na błyskawiczne wyjęcie „łapówki”. Pamiętaj: przy tej komendzie nie żałujemy ilości. Pies ma dostać całą serię smakołyków, jeden po drugim, by celebracja trwała jak najdłużej.
Podsumowanie
Przywołanie awaryjne to polisa ubezpieczeniowa, której mam nadzieję, nigdy nie będziesz musiał(a) użyć w prawdziwym zagrożeniu. Jednak świadomość, że Twój pies potrafi zrezygnować z pogoni za wiewiórką na jeden Twój sygnał, daje niesamowity komfort psychiczny podczas spacerów. Pamiętaj: bądź hojny w nagrodach, cierpliwy w treningu i nigdy nie używaj tej komendy na próżno.
A Wy? Jak tam Wasze przywołania? Macie swoje magiczne słowa, które działają zawsze, czy raczej uprawiacie „biegi przełajowe” za swoim pupilem? Dajcie znać w komentarzach!
FAQ – Najczęściej zadawane pytania
- Czy mogę używać przywołania awaryjnego, żeby zapiąć psa na smycz i iść do domu?
Lepiej tego unikać, zwłaszcza na początku. Jeśli „magiczne słowo” będzie zawsze kończyło zabawę, pies szybko przestanie na nie reagować. Staraj się po awaryjnym przywołaniu dać psu nagrodę i… pozwolić mu znowu pobiegać. Niech powrót do Ciebie kojarzy się z bonusem, a nie z końcem wolności.
- Co zrobić, jeśli zawołam, a pies nie przyjdzie?
Nigdy nie powtarzaj komendy drugi raz pod rząd. Jeśli raz nie zadziałało, oznacza to, że rozproszenie było zbyt silne lub trening był zbyt krótki. Podejdź do psa (nie goniąc go!), zapnij na smycz i wróć do ćwiczeń w łatwiejszych warunkach. Powtarzanie komendy sprawia tylko, że pies uczy się ją ignorować.
- Mój pies jest niejadkiem, żadne smakołyki nie działają na dworze. Co wtedy?
W takim przypadku Twoją „nagrodą awaryjną” musi być zabawa. Może to być ulubiony szarpak z owczym futrem albo piłka na sznurku, którą wyciągasz TYLKO po sygnale awaryjnym. Kluczem jest unikalność nagrody – musi to być coś, czego pies nie ma dostępnego na co dzień.
- Czy mały pies naprawdę potrzebuje linki 10 metrów?
Tak! Choć może się wydawać, że to dużo dla małego psa, taka długość pozwala mu na swobodne eksplorowanie terenu i realizację potrzeb węszenia. Wybierz jednak linkę o szerokości 9 mm, by nie była dla niego zbyt ciężka. Bezpieczeństwo jest warte tych kilku metrów taśmy ciągnącej się za Tobą.



