Wyobraź sobie taką sytuację: wracasz z pracy po ośmiu godzinach nieobecności. Twój mikrus wita Cię w drzwiach z zabawką w pyszczku, wykonuje taniec radości, po czym… z ciężkim westchnieniem opada na swoje posłanie. W Twojej głowie od razu zapala się czerwona lampka i zaczynają kłębić się wyrzuty sumienia: „O nie, on jest taki samotny! Nudzi się całymi dniami! Z pewnością bardzo potrzebuje psiego braciszka albo siostrzyczki, żeby mieć z kim biegać!”. Brzmi znajomo?
Wielu opiekunów małych psów prędzej czy później mierzy się z tym poczuciem winy, które roboczo możemy nazwać „psim syndromem jedynaka”. Wydaje nam się, że zatrzymując psa tylko dla siebie, pozbawiamy go czegoś niezwykle ważnego – naturalnego życia w stadzie. Obserwujemy go w parku i myślimy, że skoro tak fajnie bawi się z tym radosnym yorkiem, to na pewno marzy o współlokatorze. Ale czy kanapowy wojownik o wadze pięciu kilogramów rzeczywiście śni o koledze, z którym będzie musiał na co dzień dzielić się Twoimi kolanami i ulubionymi smaczkami?
Dzisiaj rozprawimy się z tym mitem i sprawdzimy, czy człowiek to dla małego psa wystarczające towarzystwo na całe życie.
Czym właściwie jest psi „syndrom jedynaka”?
Zacznijmy od podstaw: psy to zwierzęta społeczne. Ewolucja wyposażyła je w potrzebę budowania relacji i przebywania w grupie. Jednak bycie „społecznym” nie zawsze oznacza bycie „stadnym” w takim sensie, w jakim to sobie często wyobrażamy. Większość małych ras – maltańczyki, shih tzu, pudle toy, chihuahua czy mopsy – przez setki lat była selekcjonowana i hodowana do jednego, głównego zadania: bycia blisko człowieka. Ich przodkowie nie polowali w wielkich watahach na łosie, lecz ogrzewali arystokratyczne kolana i dotrzymywali towarzystwa na salonach.
Dla Twojego mikrusa to Ty, a nie inny pies, jesteś niekwestionowanym centrum wszechświata. Ludzkie pojęcie samotności często całkowicie mylnie projektujemy na nasze zwierzęta. Kiedy pies leży samotnie na kanapie i patrzy w okno, niekoniecznie snuje egzystencjalne myśli: „Gdybym tylko miał tu kumpla, pogralibyśmy w berka”. Zdecydowanie częściej myśli: „Ciekawe, kiedy przeleci tu jakaś smaczna mucha, albo w jakiej perspektywie czasowej mój człowiek otworzy tę dużą, chłodną szafę z jedzeniem w kuchni”.
Kiedy człowiek w 100% wystarczy?
Prawda bywa uderzająca dla naszego poczucia winy, ale za to bardzo łaskawa dla naszych portfeli i wolnego czasu: w zdecydowanej większości przypadków zdrowy, zrównoważony mały pies nie potrzebuje drugiego psa do pełni szczęścia pod jednym dachem. Twój mikrus będzie maksymalnie spełniony jako wyłączny pan na włościach, o ile zadbasz o odpowiednie filary psiego życia:
-
Jakość, a nie tylko ilość czasu: Trzydzieści minut intensywnego węszenia na dzikiej łące, praca węchowa w trawie lub krótka sesja nauki nowych sztuczek jest warta dla psiego mózgu znacznie więcej niż pięć godzin biernego leżenia razem na kanapie przed włączonym telewizorem.
-
Eksplorację i zewnętrzne kontakty społeczne: Pies jako jedynak domowy nadal pozostaje psem. Potrzebuje codziennych, urozmaiconych spacerów, możliwości „czytania psich wiadomości” (czyli wąchania i obsikiwania strategicznych krzaczków) i – jeśli to lubi i ma na to ochotę – sporadycznej, kontrolowanej zabawy z zaprzyjaźnionymi, stabilnymi czworonogami w parku.
-
Stymulację umysłową w domu: Maty węchowe, zabawki typu Kong wypchane pysznym pasztetem, kule smakule czy naturalne gryzaki (np. żwacze) – to wszystko mocno męczy psa intelektualnie i daje mu ogromną satysfakcję. Często całkowicie zaspokaja to potrzebę rozrywki, zastępując ewentualne zapasy z drugim psem na dywanie.
Kiedy drugi pies to dobry pomysł (a kiedy to proszenie się o kłopoty)?
Zanim zaczniesz przeglądać urocze ogłoszenia adopcyjne lub dzwonić po hodowlach, musisz uczciwie odpowiedzieć sobie na jedno, kluczowe pytanie: robisz to dla siebie, czy naprawdę uważasz, że robisz to dla swojego psa?
Kiedy drugi pies może być strzałem w dziesiątkę?
-
Twój obecny pies jest bardzo prospołeczny, uwielbia inne psy, na spacerach ciągnie do zabawy i wyraźnie szuka dłuższego kontaktu z własnym gatunkiem.
-
Masz czas, niespożytą energię i finanse na równoległe wychowanie dwóch psów. Pamiętaj żelazną zasadę: dwa psy to nie jest połowa pracy (bo przecież „zajmą się sobą”), to na ogół dwa razy więcej pracy operacyjnej na początku!
-
Twój mikrus rezydent jest w 100% stabilny emocjonalnie. Nie ma problemów z agresją smyczową, bronieniem swoich zasobów czy lękliwością, których nowy przybysz mógłby się od niego szybko nauczyć.
Kiedy to przepis na domową katastrofę?
-
Mit leczenia lęku separacyjnego: Myślisz, że sprawienie psu towarzysza cudownie wyleczy jego lęk przed zostawaniem w pustym domu? Ogromny błąd! W dziewięciu na dziesięć przypadków skończysz z dwoma psami wyjącymi pod drzwiami wniebogłosy. Psie emocje są niesamowicie zaraźliwe.
-
Twój pies to klasyczny „psolubny introwertyk” – chętnie powącha się z kumplem na spacerze, ale w domu ceni sobie własny, święty spokój i nie lubi, gdy narusza się jego przestrzeń.
-
Twój mikrus aktywnie broni jedzenia, ukochanych zabawek lub… Ciebie (tzw. guarding). Wprowadzenie intruza na jego starannie pilnowany teren to niemal gwarancja codziennych konfliktów i spięć.
Niezbędnik „Świadomego Opiekuna” – o czym musisz pomyśleć przed decyzją?
Jeśli po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw nadal rozważasz powiększenie swojego psiego stada, musisz się do tego odpowiednio przygotować technicznie i psychicznie. Oto co musisz wiedzieć i mieć w zanadrzu, by nie polec na starcie.
1. Spacer równoległy (tzw. zapoznanie na neutralnym gruncie)
Nigdy nie wpuszczaj nowego psa od razu prosto do salonu rezydenta. Zanim zaprosisz drugiego czworonoga przez próg, umówcie się na wspólny spacer na zewnątrz. Psy na początku wcale nie muszą (i wręcz nie powinny) wchodzić ze sobą w bezpośredni, nachalny kontakt – mają po prostu swobodnie iść w jednym kierunku, w pewnej odległości. Dlaczego to must have? Pozwala to ocenić, czy psy potrafią w swoim towarzystwie w miarę szybko poczuć się zrelaksowane, pozbawione presji zamkniętego pomieszczenia i ograniczeń terytorialnych.
2. Bramki rozporowe i zarządzanie przestrzenią
Nowy pies w domu to prawdziwe trzęsienie ziemi. Nie możesz po prostu wrzucić ich do jednego pokoju i liczyć, że „jakoś same się dogadają”. Dlaczego to must have? Musisz bezwzględnie zapewnić swojemu psu-rezydentowi bezpieczną przestrzeń (azyl), do której nowy, często zbyt natrętny kolega nie ma fizycznie wstępu. Domowe bramki dla dzieci są wręcz zbawienne w pierwszych tygodniach budowania nowej relacji.
3. Zasada podwójnych zasobów (a najlepiej potrójnych)
Wszystko nagle musi być pomnożone. Legowiska w różnych kątach, oddzielne miski do karmienia (najlepiej początkowo w innych pomieszczeniach), mnóstwo zabawek i gryzaków. Dlaczego to must have? Eliminujesz w ten najprostszy sposób główną i najczęstszą przyczynę krwawych psich konfliktów, czyli rywalizację o to, co dla czworonogów na co dzień najcenniejsze.
4. Czas na treningi w systemie 1 na 1
Błędem jest zakładanie, że od teraz psy będą robić wszystko razem. Dlaczego to must have? Każdy pies wymaga indywidualnego budowania więzi z Tobą. Będziesz musiał wychodzić na oddzielne spacery treningowe z nowym psem, żeby nauczyć go skupienia na Tobie, a nie tylko podążania za psem-rezydentem.
Podsumowanie
Podsumowując naszą dzisiejszą lekcję: nie daj się łatwo wpędzić w poczucie winy przez znajomych, sąsiadów czy członków rodziny, którzy twierdzą, że „każdy pies musi mieć kumpla swojego gatunku, bo inaczej cierpi”. Twój kanapowy mikrus na ogół uważa, że to właśnie Ty jesteś jego najlepszym, niezastąpionym przyjacielem, a perspektywa przymusowego dzielenia się Twoimi miękkimi kolanami z jakimkolwiek innym, obcym futrzakiem wcale nie wydaje mu się taka atrakcyjna, jak byśmy zakładali. Uważny, zorientowany na potrzeby swojego pupila człowiek to dla mniejszego psa najlepsze z możliwych towarzystw.
A jak to wygląda u Was? Jesteście dumnymi reprezentantami drużyny jedynaków, czy może Wasza kanapa już dawno pęka w szwach od nadmiaru łap i wesołych ogonów? Jak Wasze psy-rezydenty zareagowały na pojawienie się rodzeństwa? Dajcie koniecznie znać w komentarzach, stwórzmy wielką bazę mikrusowych doświadczeń!
FAQ – Najczęściej zadawane pytania
1. Chcę drugiego psa, bo dużo pracuję i mój mikrus siedzi sam przez 8 godzin dziennie. Czy to dobry plan ratunkowy?
Niestety niekoniecznie. Jeśli w Twoim grafiku brakuje czasu dla jednego psa (na odpowiednio długie spacery, codzienne treningi, budowanie silnej relacji), to z dwoma psami ten wolny czas magicznie się nie rozmnoży. Psy najprawdopodobniej prześpią te 8 godzin razem, a po Twoim powrocie będą wymagały podwójnej dawki uwagi. Zamiast kupować drugiego psa w ramach wyrzutów sumienia, znacznie lepszą inwestycją w codzienne szczęście Twojego jedynaka będzie wynajęcie profesjonalnego petsittera, który wyprowadzi go w połowie Twojego dnia pracy i urozmaici mu czas.
2. Czy dwa psy tej samej płci będą się ze sobą lepiej dogadywać?
Nie ma na to absolutnej reguły, jednak statystyki behawioralne jasno pokazują, że zazwyczaj najłatwiej dogadują się tzw. pary mieszane (oczywiście zakładając odpowiedzialne zabiegi kastracji i sterylizacji). Dwie suczki lub dwa samce pod jednym dachem, zwłaszcza jeśli obydwa osobniki są o silnych charakterach i predyspozycjach do rządzenia, mogą znacznie częściej i intensywniej wchodzić w poważne konflikty o domową hierarchię i dostępne zasoby.
3. Mam w domu 10-letniego psa. Słyszałem, że wesoły szczeniak go „odmłodzi” i doda mu energii. Prawda?
To jeden z najpopularniejszych i niestety najbardziej szkodliwych mitów. W przeważającej większości przypadków skrajnie żywiołowy, gryzący po piętach i uszach szczeniak wcale nie odmłodzi Twojego seniora, tylko okrutnie go zirytuje i podniesie mu poziom stresu. Starsze psy, podobnie jak starsi ludzie, cenią sobie wypracowany spokój, ciszę i przewidywalną rutynę, a nie natręta skaczącego im po głowie podczas drzemki. Jeśli koniecznie chcesz znaleźć towarzysza dla psich lat senioralnych, celuj w spokojnego, dorosłego psa o podobnym poziomie energii i stabilnym charakterze.
4. Mój pies na spacerach bardzo grzecznie ignoruje inne psy i nie wykazuje agresji. Czy to znaczy, że w domu bez problemu zaakceptuje drugiego psa?
Eleganckie ignorowanie innych czworonogów na otwartym spacerze to świetny objaw – oznacza, że Twój pies jest dojrzały, emocjonalnie neutralny i potrafi ładnie skupić się na bodźcach ze środowiska lub po prostu na Tobie. Jednak musisz pamiętać, że dom to drastycznie inna bajka. To zamknięta, ograniczona przestrzeń i zupełnie inna pula wartościowych zasobów (jedzenie, bezpieczne posłania i przede wszystkim Ty!). To, że pies pozwala innemu psu przejść obok na ulicy, w żaden sposób nie gwarantuje, że nie obudzi się w nim lew broniący własnego terytorium, gdy intruz spróbuje wejść na jego ulubioną kanapę w salonie. Wprowadzenie zawsze wymaga ostrożności i czasu.



